Maroko

maroko_headline

Zbyszek Wodecki ma już prawie 100 lat, więc nie dziwię się, że wg niego Afryka dzika dawno odkryta. Niemniej dla mnie jeszcze długo będzie tajemnicą, którą odsłania się rąbek po rąbku.

Maroko przeszło właściwie suchą stopą przez Arabską Wiosnę, bo jak mówili mi sami zainteresowani, „to wolny kraj”. I bezpieczny, zwłaszcza od czasu zamachu bombowego w Marrakeszu w 2011 roku, kiedy to wysadzona została restauracja na placu przy głównym rynku. Co prawda po moim powrocie na ziemię ojców dowiedziałem się, że tamtejsze służby rozbiły krajową komórkę dżihadystów, ale przecież u nas na Starym Kontynencie dzieje się to co drugi dzień.

Na północnym wybrzeżu Maroko poddawane jest najsilniejszym wpływom „europeizacji”, ale mimo to Cieśnina Gibraltarska to wciąż istna przepaść oddzielająca dwie odmienne kultury. Ludzi, architekturę, zwyczaje, języki, aromaty. Stolica (Rabat) prezentuje się bardzo nowocześnie, oczywiście za wyjątkiem medyny (czyli rynku), która jest typowym dla całego kraju labiryntem nieoznaczonych uliczek pełnych straganów.

kliknij na zdjęcie, aby powiększyć

 

Moja znajomość francuskiego, ograniczona do „Merci” i „Voulez vous coucher avec moi?”, niekiedy nastręczała problemów. Jak się okazało już pierwszego dnia, „a bottle of water, please” to dla wielu sprzedawców niezrozumiały zachodni bełkot. Oczywiście picie wody butelkowanej zgodnie z powszechnymi zaleceniami i tak na niewiele się zdaje, bo zaraz po przyjeździe ktoś częstuje cię herbatą z wodą bieżącą (acz przegotowaną) – a jako że odmówić nie wypada, to wypijasz i zdajesz się na loterię: materia w organizmie przemienia się znacznie szybciej, niż byś sobie tego życzył, albo przestaje się przemieniać w ogóle. Z dwojga złego los uraczył mnie tym drugim, za co byłem wdzięczny wszystkim żywym afrykańskim kulturom bakterii.

Marrakesz ze zdwojoną siłą umacnia wrażenie odmiennego świata. Niosące się przez całe miasto nawoływanie do modlitwy, wierni niemieszczący się w meczecie, hidżaby, burki, osiołki zaparkowane przy uliczkach i wszechobecne motorowery. Oznaczeń uliczek ze świecą szukać. Ja szukałem z tabletem, ale i to nie uchroniło mnie przed zbłądzeniem średnio raz dziennie. Biznes, zwłaszcza w medynie i wokół niej, kręci się do późnego wieczora. Ale zakupy to nie taka prosta sprawa: trudno wejść do sklepu, zapytać, ile kosztuje ta czy tamta przyprawa, zapłacić i wyjść. Ja wyszedłem po 20 minutach na haju po uprzedniej inhalacji niemal wszystkich produktów i śmiertelnie poważnej negocjacji cenowej.

Podejście handlarzy do turystów jest w większości przypadków czysto merkantylne i to w dość odczuwalny sposób, co w sumie nie jest zaskakujące. Nie brakuje też mniejszych lub większych krętaczy, którzy oferują podprowadzenie tylko po to, aby wodzić w nieskończoność po labiryncie uliczek i zażądać sowitego wynagrodzenia czy też taksówkarzy, którzy zapominają włączyć licznika itp. Niby standard na całym świecie, ale tutaj Maroko nieco zawyża średnią. Oczywiście spotkałem też bezinteresownych, życzliwych ludzi. Pierwszego wieczora w Marrakeszu zaczepił mnie Ahmed, który oprowadził mnie po suku, potem wypiliśmy herbatę, a na koniec zaprosił mnie na Saharę do swojego rodzinnego domu. Kilka dni później napotkany pan w średnim wieku wspominał Bońka, którego pamiętał z młodzieńczych lat. A kiedy 3 dni przed odlotem okazało się, że moją kartę odrzucają wszystkie bankomaty, Marcus ze Seattle, zapoznany w pensjonacie, wręczył mi 40 dolarów i kartkę z adresem, na który mam odesłać pieniądze. Wtedy szczęka mi nieco opadła.

kliknij na zdjęcie, aby powiększyć

 

Pomiędzy dużymi ośrodkami miejskimi rozsianymi po całym kraju rozciągają się góry Atlas: od zielonych pagórków przez skaliste masywy aż po okazałe szczyty przyprószone śniegiem. Prowadzące wzdłuż nich serpentyny byłyby doskonałym tłem dla reklamy Aviomarinu, ale wszelkie dolegliwości wynagradzają spektakularne widoki. Wzdłuż zakręconych tras co kilkanaście kilometrów jak spod ziemi wyrastają kawiarenki i zajazdy z tarasami widokowymi, sprzedawcy ceramiki oraz pamiątek i inne zjawiska, które rację swojego bytu zawdzięczają w dużej mierze obecności turystów. Choć pod względem klimatycznym i geograficznym Maroko to prawie raj, to gdyby nie pokaźna liczba odwiedzających z Europy, w ujęciu społeczno-gospodarczym byłby to, brzydko mówiąc, klasyczny kraj Trzeciego Świata.

kliknij na zdjęcie, aby powiększyć

 

Co do wielbłądów – są to dostojne i wdzięczne zwierzęta, ale po 90-minutowej przejażdżce na garbie poczułem się nieco zgwałcony. A dopiero kiedy następnego ranka znów dosiadłem dorodnego dromadera, ze zdwojoną siłą przypomniałem sobie wszystko, co zrobił mi poprzedniego wieczora.

W związku z komplikacjami finansowymi nie wiedziałem, czy hotel w finalnym punkcie podróży będzie w stanie ściągnąć należność z mojej karty. Dlatego zdecydowałem, że najrozsądniej będzie ostatnią noc spędzić już na lotnisku. „Prywatny przewoźnik” w 30-letnim VW Golfie zaoferował mi transport z dworca na pustkowiu prosto na lotnisko oddalone o 12 km. Z sugerowanej przez niego ceny 15 tys. dirhamów (ok. 6 tys. zł) udało mi się zejść do 100 dirhamów (40 zł). Byłem z siebie dumny, bo to pozwoliło mi jeszcze na zakup snickersa i chipsów na kolację na lotnisku. Tam też poznałem młodego sklepikarza, który opowiedział mi o życiu w Maroku i wyprowadził z kilku błędnych wyobrażeń o islamie. Jak się okazuje, w przypadku cudzołóstwa małżonki kara śmierci nie jest obowiązkowa, ale – cytuję – „if you get really angry, then you can kill her”.

À propos religii, odwiedzając kraj w 99% muzułmański, starałem się jak mogłem zachować otwarty umysł, tak żeby wypadło z niego jak najwięcej uprzedzeń. Islam w Maroku bez wątpienia wygląda z każdego zaułka, ale nie trąci fundamentalizmem. I już po krótkiej obserwacji widać, że jest wielowymiarowy, tj. reprezentuje kilka współistniejących szkół. Na przykład, nie wszyscy regularnie się modlą, nie wszyscy noszą tradycyjne stroje i nikt nie wydaje się być z tego powodu prześladowany. Ponadto w związku z kolonialną przeszłością i stała obecnością turystów społeczność większych miast jest przyzwyczajona do widoku jasnych karnacji i blond włosów. I pieniędzy, które zostawiają na miejscu.

Słowem – bierzcie i jedźcie tam wszyscy.

Udostępnij

3 comments

Pozostaw odpowiedź dzajba Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *